czwartek, 24 grudnia 2015

tajemnic ciąg dalszy...

Kochani Moi - chciałam Wam życzyć Wesołych Świąt! 



i zdradzić tajemnicę...choinki już widzieliście... teraz czas na świąteczne przywieszki do prezentów, które można postawić na półce...

zrobiłam dwie serie... pierwsza - tę rozdałam w pracy...




Jedna nawet  pojechała do Londynu :)

druga seria nieco bardziej tajna... za kilka godzin zostanie rozdana razem z prezentami podczas rodzinnej wigilii...




środa, 23 grudnia 2015

Zdradzę wam sekret... CIIIIIII....

Szykuję na święta rodzinie choinki...
zaczęło się od tego, że kochana Paulana byłą w jakimś magicznym miejscu in pamiętała o mojej potrzebie zakupu szyszek... tak właśnie... szyszek...

no, ale szyszki, to dopiero połowa sukcesu... zresztą ta łatwiejsza, jak się okazało :)

trudniejszy był wybór doniczki właściwej dla mojego widzi-mi-się...


nie obyło się bez przymiarek ...


wreszcie decyzja została podjęta... i zarówno szyszki, jak i doniczki zostały zakupione.

kolejnym rokiem był zakup farby czerwonej... skończyło się na taniej akrylowej czerwieni... takiej makowej... daleko jej do karmazynu. Oczywiście potrzebowałam nieco ozdób na te choinki - więc zakupiłam byłam łańcuchy dwa drobnokulkowe - złoty i czerwony, oraz dekor z gwiazdkami... wszystko do rozbiórki, żeby w efekcie połączyć je w choinki :)

cóż, przy pomocy pędzla szerokiego, pistoletu do kleju na gorąco, wielu lasek tegoż kleju, nożyczek i pęsetki... powstały choinki szyszkowe...

każda inna, choć wszystkie podobne... 




niedziela, 20 grudnia 2015

Niby się kończy, ale...

Kto m nie zna, ten wie... jak mnie amok złapie...
no i właśnie dlateego pokażę wam jeszcze kilka prac, które powstały niedawno... zaczęło się od zaporoszenia z TricksArt... a potem to już poleciało...

powstało kilka kalendarzy...
Jeden niestety został mi wyrwany z taką prędkością, że nie posiadam jego zdjęć... - musicie mi wierzyć na słowo, że był fajny...
jedyne zdjęcie, to takie jeszcze przez bindowaniem... ale okładka właściwie już zakończona - no prawie...
papier oczywiście z serii bisquit... kaboszon z zegarem, by instalacja na środku kojarzyła się z wieżą zegarową... do tego pocięta tekturka - dostałam ją od Dagali... tuż po combrze Katowickim w tym roku... no i się doczekała ;) maska, przez którą tuszowałam, to nie maska, a wycinajka z wykrojnika (jakiś memory box...) 
i o ile nie mam zdjęć finalnych tej pracy, to wiem, że nowi jego właściciele są nim zachwyceni :) a ja jeszcze bardziej - jak zawsze, gdy moje prace przyniosą komuś radość!

drugi z kalendarzy 
tym razem na bazie papierów turquiose...
O ile poprzedni kalendarz był duży - bo A5... to tn już należy właściwie do rozmiaru mini... czyli A6... sprężyna duża - żeby łatwo kartki przewracać... ozdobiony modyfikowaną wycinajką z sizzix-owego wykrojnika... oraz granatowymi kryształkami... całości dopełnia niebieska kokarda, z samodzielnie barwionej wstążki.

Wycinajcie tej spokoju dać nie mogłam i powstał drugi kalendarzyk z jej udziałem...
tym razem zachowałam jej oryginalną formę (no prawie) - przynajmniej z przodu kalendarza, bo tył został zmieniony... nie dzieje się na nim wiele... bo kalendarz, to rzecz zasadniczo użytkowa... a nie, żeby leżał na półce... 


nie koniec to kalendarzy... ale o tym następnym razem

sobota, 19 grudnia 2015

Wszystko co dobre się kończy...

Dziś ostatnia moja inspiracja dla TricksARTU :) i nie może być inaczej... oczywiście świąteczna!
Tym razem przedstawiam Wam jedną z tych kartek, przy których poszalałam… podstawą kartki jest papier z serii biscuits: White Waltz obwiązany złotym sznurkiem, ochlapany złotym chlapidłem – tusz Akrylowy Splah! Gold, tekturkę – wianek potraktowałam mgiełkami zieloną i brązową, oraz złotą a następnie dodałam brokat – stała się w ten sposób podstawą dla kompozycji poinsecji oraz kulek kolorowych w mikrokulkach obtoczonych, udających owoce głogu… całości dopełnia kilka złotych pręcików wystających tu i ówdzie…





Na moich kartkach goszczą czasem rzeczy niecodzienne… tym razem trafiłam na zielony porost często wykorzystywany w tworzeniu trójwymiarowych scenek i makiet, oraz czerwone gałązki… w efekcie, kilka z tegorocznych kartek zostało nimi ozdobione, zyskując mocne trójwymiarowe akcenty, będące jednocześnie bardzo świątecznymi… oto jedna z nich :)
Na bazowej warstwie papieru Bisquit Magical Time nakleiłam kawałek serwetki, którą „przedłużyłam” używając elementów będących jej „dziurkami”, trochę tuszowania i chlapania przydało jej głębi, dodatkowo gwiazdy betlejemskie wykonane przy użyciu wykrojnika, oraz porosty, gałązka czerwona i dzwoneczki (które cichuteńko dzwonią, jeśli kartką potrząsnąć) oraz kryształki złote.



Kolejna kartka to znowu Biscuits Magical Time, na nim przysiadła zwiewna gaza udająca powiew wiatru ze śniegiem, kaboszonek z choinką na embosowanym złotym papierze i liściach ostrokrzewu wyciętych wieki temu i tekturka wesołych świąt będąca ozdobą samą w sobie :)

 


Dziękuję serdecznie Tricksartowi za to wielce inspirujące zaproszenie, mogłam się twórczo wyżyć, i mam nadzieję, że i Was nieco zainspirowałam. Wesołych Świąt!






Druga inspiracja moja w Tricksarcie :)


 Kilka słów o mnie i kartkach… kartkach w ogólności… zwykle jak robię kartki, to gdzieś z tyłu głowy siedzi sobie taki mały chochlik i namawia: rób na bogato! Co będziesz oszczędzać… przecież fajnie jest poszaleć… ale na drugim ramieniu siedzi dobry duszek lasu i powtarza: no przecież te kartki będzie się pocztą wysyłać, jak one przetrwają, jak je bardzo doładujesz?
W taki oto sposób zawsze powstają dwa rodzaje kartek… jedne raczej płaskie – łatwe do wsadzenia w kopertę i wysłania… oraz takie, które trzeba wręczyć osobiście, bo ich wysłanie jest w najlepszym wypadku rzeczą trudną… szczególnie, jak się nie dysponuje odpowiednim pudełkiem fasonowym…
Każdy z rodzajów jest na swój sposób uroczy…
 Co tu dużo mówić, święta się zbliżają, jak tu nie zrobić kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu kartek świątecznych… szczególnie z moją przypadłością w postaci amoku… ;)
 W zdecydowanej większości kartki powstały z papierów serii Biscuits, ale jedna się wyłamała z szeregu i zaprosiła do siebie również serię turquoise. Przysiadły na niej granatowe kryształki oraz śnieżynki.






druga kartka jest bardzo prosta, z papierem Biscuits Magical Time i gwiazdkami pokrytymi medium
brokatowym… nie zapominam o przecudnej masce narożniki gwiazdki :) przez którą tuszowałam, tuszem elderberry z tsukineko - a po tuszowaniu prysnęłam wodą, by wydobyć magię (jeden z nielicznych tuszy, które po spryskaniu wodą robią się delikatnie dwukolorowe :) ) a po wyschnięciu gwiazdki poryłam brokatowym żel-medium








w rozpędzie amoku twórczego powstała też kartka z reniferkiem... na bazie papieru Biscuits Magical Time, do kompletu zielony skrawek papieru, który dostałam kiedyś od kogoś... na nim przysiadł reniferek tuż obok przeuroczej choineczki, którą wypełniłam brokatowym żel medium, a obok "postawiłam" jej środek, całości dopełniają trzy zielone kryształki...










piątek, 18 grudnia 2015

różowo-kolorowo...

No bo przecież nie mogę zawsze robić spokojnych - nie cukierkowych prac... bo by nudno było...
tym razem na ślub - nie pamiętam - kuzynki? czy jakiegoś pociotka innego ;) kartelucha-kopertucha w różach powstała ;) a było to tuż po tym, jak udało mi się zakupić dziurkacz MS doily :) długo go szukałam i jak znalazłam, to używałam ciągle...

Jak to w rodzinie, ma się ludzi w różnym wieku, jedna z ciotek kończyła równiuteńkie 50 lat... i zawsze mawiała, że lubi mieć okno na świat otwarte, by przez nie wyglądać... no i dostała okno na świat z pnącymi różami...

czwartek, 17 grudnia 2015

Spotkał mnie wielki zaszczyt...

Jaki? ano taki, że zostałam zaproszona by inspirować  w TricksArcie, jako gościnna Projektantka. Sprawiło mi to ogromną radość, oraz napełniło mnie dumą, bo nie sądzę bym była jakoś specjalnie znana... ;) 15 obserwatorów mojego bloga to jakoś niespecjalnie dużo ;) hihihi

Nie będę Wam truła, co i jak i od kiedy robię... hihihi o tym poczytajcie na blogu TricksArtu :)

Dałam TricksArtowi ciężki orzech do zgryzienia, bo oczywiście amok mnie ogarnął, amok tworzenia oczywiście,  nie tylko kartek, ale również wzięłam się za reanimację czegoś, co powinno zostać wyrzucone.
Wzięłam pudełko po herbatce dla dzieci, odcięłam mu dno metalowe, przecięłam je na pół wzdłuż… potem zabrałam się za ciachanie papierów, wklejanie magnesów, dopasowywanie boków, kwiatów… 


no sami zobaczcie co z tego wyszło :)


Kolejną pracą wykonaną z potrzeby podarowania drugiego życia jest skromniutki organizer na biurko. A było to tak…
Właśnie skończyła się rolka ręczników papierowych, pozostawiając po sobie tubę… i właśnie ta tuba zagadała:
a może tak mnie przerobisz na coś przydatnego? Bo wiesz, młoda tektura jestem… chcę jeszcze pożyć, a nie zostać zmielona i przerobiona na papier toaletowy… no nie bądź taka… masz tu taki ładny papier… patrz: turquiose cozy evening … ładnie by mi w nim było…
No i uległam… tuba została przecięta na 4 nierówne części… trzy z nich stały się organizerem ubranym we wspomniany papier. Z dwóch warstw beermaty stworzyłam im podstawę. Fragmenty ramki z tego zestawu posłużyły za maskowanie dla łączenia papieru… całość ozdobiłam kilkoma własnoręcznie wykonanym i kwiatami (i kilkoma kupnymi pączkami róż) pasami brokatowymi, oraz tekturką – napisem "Hold on time" nie licząc oczywiście litra magica ;) tak właśnie powstał ten sympatyczny organizer, który komuś sprawi radość zdobiąc jego biurko…




Jeśli myślicie, że tuba dała mi spokój, jak zrobiłam z niej organizer, to się mylicie… pamiętacie, że została przecięta na 4 części… pewnie by mi dała spokój, ale nieopatrznie ostatnią część położyłam tuż obok pachnącej lawendą świeczuszki… i się zaczęło: 
Killa… ta świeczka tak pachnie… ja nie chcę być wyrzucona, ja chcę tak pachnieć… weź no coś pomyśl… no bo jak to tak… żeby świeczka stała sama taka… ładniej będzie wyglądać w świeczniku… patrz leży akurat kawałeczek papieru Bisquits Magical Time  akurat wystarczy…. No nie bądź taka… widzę też trochę koroneczki… i gessa… no weź…

Jak tu nie posłuchać takiego namawiania… się wzięłam… wspomniany fragmencik papieru został docięty i naklejony na tubę (znaczy jej resztkę), która okazała się nieco za wysoka do wspomnianej świeczki (ale z drugiej strony idealnie nadawała się rozmiarem…), kawałki beermaty zostały docięte, by stworzyć podniesione wewnętrzne dno – tak by świeczka idealnie pasowała… następnie odrobina koronki bawełnianej w beżowym kolorze, oraz doklejone fragmenty metalowego kwiatu, które następnie zostały pomalowane gessem i przed wyschnięciem oprószone brokatem bezbarwnym, ale bardzo drobnym, ostatecznie całości dopełniła swoista gałązka z perełek metalicznych


oj ta nostalgia...

Kolejne wspominki... jak to się darzy, że człwoiek "obrabia" scrapowo rodzinę...a  nie pokazuje światu, co zrobił... i rośnie katalog zdjęć prac na dysku... z zamysłem kiedyś przecież pokażę...
i tak się jakoś nie mogłam za to zabrać... bo przecież ciekawiej jest robić nowe, niż pokazywać i opisywać te już zrobione... ehhh

no, ale ... przyszła kryska na matyska i wzięłam się za publikowanie :) jeszcze całkiem sporo czeka na publikację... 
tym razem dwie karteczki komunijne oraz dwie z okazji chrztu...

Pierwsza komunijna mocno "naturalna" dużo koronek bawełnianych, tasiemek naturalnych... serwetek ręcznie szydełkowanych przez mamę moją własną... kwiaty, które samodzielnie zrobiłam...(to był moje pierwsze podrygi w tej dziedzinie...)

Druga w sumie podobna, lecz tym razem na bazie złotego luźnego tiulu złotego... odrobina koronki, kwiaty...
 fajnie się pracowało nad tymi karteczkami :) wyszły tak sympatycznie, acz spokojnie... bez szaleństw

pokazuję też dwie karteczki z okazji chrztu... w tamtym czasie dopiero-co dorwałam wykrojnik orchideę do samodzielnego montażu i wykorzystywałam każdą możliwą okazję, by go użyć :) - dodatkowo, czego nie widać na zdjęciach, bo nie pomyślałam o tym, żeby cyknąć fotkę w takim ujęciu - to serce ozdobne na środku jest magnesem na lodówkę.

druga kartka z okazji chrztu w nieco innym klimacie... czyli kolorowanie stempli kredkami akwarelowymi - tu bez rozczyniania wodą na koniec... wyszła tak słodziutko...

wtorek, 8 grudnia 2015

wspominków ciąg dalszy....

Kolejną pracą z dawnych czasów był album dla wychowawczyni w przedszkolu... długo myślałam nad tym, jak to ugryźć... bo pani z przedszkola, to bardzo ważna istota, łączy bowiem świat realny ze światem baśni... wszystko wie - z perspektywy przedszkolaka oczywiście - opowiada boskie bajki... i to właśnie stało się inspiracją do tego albumu...


gdzie pod okładką właściwą czają się najpiękniejsze - magiczne baśnie... leżące spokojnie pod pierzynką z kwiatów, aż dobra wróżka - pani z przedszkola - je na świat wydobędzie...

Kolejną pracą z zamierzchłych czasów była kartka dla starszego pana, który lubi sporty ekstremalne...  nie poszło mi najgorzej... chociaż wiązanie tego spadochronu nie było najłatwiejszą rzeczą, jaką zrobiłam ;) najtrudniejszą też nie ;)

Ostatnią pracą na dziś jest zakładka do książki z drewienka, jakie wypłynęło na brzeg... drewienko zostało pieczołowicie wyszlifowane w odpowiedni kształt - deski surfingowej (swoją drogą nie mogło w wodzie znajdować się zbyt długo, bowiem nie zmieniło koloru na charakterystyczny dla wymoczonego drewna), następnie pomalowane lakierem bezbarwnym, pokryte ręcznie wzorami z czarnego lakieru i wykończone lakierami złotym i brokatowym... dostała ją w prezencie pewna fantastyczna osóbka, której imię zaczyna się na literkę A :)

Takie oto skarby z czeluści katalogów wydobyłam... prace z przed kilku lat... miło powspominać...