Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gościnnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gościnnie. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 marca 2016

przygody ze scrapkiem ciąg dalszy

no bo box to nie jedyna praca, którą w inspiracji przedstawiłam... :)

scrapek mnie wybawił od dwóch innych "kłopotów" ...
miałam też zadanie specjalnie czyli kartki dla rodzinnych bliźniaków ;) z których on gra na perkusji, a ona.... w piłkę nożną... a na półkach scrapka znalazłam gotową perkusję... i Twiglet doprojektowała dla mnie piłkę nożną... i tak właśnie mnie ratując mi pomógł scrapek :)

ale od początku:

Perkusista Valentino...



i jego siostra, Francesca...

 
tu miałam okazję pobawić się głębią barw... czyli czarno-białe kropki :)
no i alterowana laleczka Primy ;) widać zmianę względem oryginału? hihihi

poniedziałek, 29 lutego 2016

Moja przygoda ze scrapkiem...

Bardzo pozytywna przygoda... bo zostałam zaszczycona możliwością zainspirowania u nich :)

zaczęło się niepozornie... czyli od mojej szalonej potrzeby... bo potrzebowałam do kartki dla znajomego gitarę... ale jakoś nieszczególnie miałam możliwości samodzielnie takową robić... uderzyłam więc  - jak w dym do Anetki - Twiglet :) i od słowa do słowa, na szybko obgadując temat zamówiłam gitarkę trójwymiarową - do samodzielnego montażu oczywiście, oraz piłkę futbolowoą, shake-bazę... resztę zamawiałam w kolejnych podejściach do sklepu... czyli perkusję :) ale piłka i perkusja to temat na osobne posty...
 W tym skoncentruję się na gitarce..(w tym jednej grawerowanej) powstała mini-gitara...
jak już dostałam w swoje niecierpliwe łapki dzieło Twiglet - naprawdę super zaprojektowana gitarka :) - to na pierwszy ogień w ruch poszły nożyczki...
tak, tak, nożyczki - gitara przecież nie jest płaska całkiem... a trójwymiarowa a gryf za chiny ludowe mi nie pasował, żeby był tej samej grubości co gitara... no i pocięłam "dolną tekturkę"... potem szlifowałam pilniczkiem - żeby wyszło gładkie przejście... potem posklejałam całość - tu gitarka zaczęła nabierać kształtów... potem kolorowanie tuszami, promarkerami, złotą farbką... na koniez pokrycie warstwą medium szklącego... A jak to wszystko wyschło, to dowiązałam/dokleiłam sznureczek, który robi za pas do zawieszenia gitary przez ramię... tu zasadniczo gitara była gotowa... ale nie był to koniec pracy nad boxem - oj nie...
o wycinaniu bazy i jej sklejaniu nie będę pisała... no może poza tym, że zrobiłam to samodzielnie a nie używając gotowej ;) hihihi wyczynem jest o o tyle dużym, że moja tablica MS (ta duża) do bigowania znajduje się obecnie zakopana w pudłach - bo niestety  u mnie nadal trwa remont... dysponuję jedynie małą tablicą DP... ale luzzzzz dałam radę :) posklejałam warstwy, zrobiłam chryzantemki... wycięłam napisy na wieczko... nic nadzyczajnego... ;)
potem poszukiwałam grafik okien i drzwi... bo pomysł zakłądał, że box będzie takim mini-pokojem kompozytora... i na dwóch ścianach wewnętrznych miały się znaleźć odpowiednio drzwi i okno z jakimś morskim widokiem... na trzeciej ścianie znalazł się obraz żaglowca w ramie od Nowalinki :) również pokolorowanej tuszami i złotą farbką...
ostatnia ścianka to zakamuflowana kieszonka na życzenia...
i myślicie, że to koniec - oj nie...
zanim mogłam skończyć potrzebowałam bowiem taboretu, mnóstwa arkuszy nutowych oraz kilku ołówków... nuty były małym problemem... wydrukowałam, wycięam i przygotowałam arkusze nawet szybko.... szybki przegląd w kuchni wyłowił wykałaczki, które się schowały przezornie w szufladzie... na ołówki oczywiście... a taboret powstał z resztek beermaty i kawałka ciemno-brązowego papieru scrapowego...
potem pozostało mi już tylko posklejać wszystko tak, jakby właśnie nuty ze stołka się zsunęły... kilka zgniesionych arkuszy na podłodze dopełniło wrażenia, że kompozytor właśnie zamknął za sobą drzwi...



i trochę zbliżeń, bo przecież na żywo nie pomacacie, ale przyglądnąć się z bliska możecie...




 Tak właśnie kartka wyglądała... fajnie się nad nią pracowało, a kolega zachwycony - i to najważniejsze!

dodatkowo chcę podziękować Scrapkowi i Twiglet za przyjęcie mojej inspiracji u siebie : miło mi, że mogłam u Was poinspirować :)


sobota, 19 grudnia 2015

Wszystko co dobre się kończy...

Dziś ostatnia moja inspiracja dla TricksARTU :) i nie może być inaczej... oczywiście świąteczna!
Tym razem przedstawiam Wam jedną z tych kartek, przy których poszalałam… podstawą kartki jest papier z serii biscuits: White Waltz obwiązany złotym sznurkiem, ochlapany złotym chlapidłem – tusz Akrylowy Splah! Gold, tekturkę – wianek potraktowałam mgiełkami zieloną i brązową, oraz złotą a następnie dodałam brokat – stała się w ten sposób podstawą dla kompozycji poinsecji oraz kulek kolorowych w mikrokulkach obtoczonych, udających owoce głogu… całości dopełnia kilka złotych pręcików wystających tu i ówdzie…





Na moich kartkach goszczą czasem rzeczy niecodzienne… tym razem trafiłam na zielony porost często wykorzystywany w tworzeniu trójwymiarowych scenek i makiet, oraz czerwone gałązki… w efekcie, kilka z tegorocznych kartek zostało nimi ozdobione, zyskując mocne trójwymiarowe akcenty, będące jednocześnie bardzo świątecznymi… oto jedna z nich :)
Na bazowej warstwie papieru Bisquit Magical Time nakleiłam kawałek serwetki, którą „przedłużyłam” używając elementów będących jej „dziurkami”, trochę tuszowania i chlapania przydało jej głębi, dodatkowo gwiazdy betlejemskie wykonane przy użyciu wykrojnika, oraz porosty, gałązka czerwona i dzwoneczki (które cichuteńko dzwonią, jeśli kartką potrząsnąć) oraz kryształki złote.



Kolejna kartka to znowu Biscuits Magical Time, na nim przysiadła zwiewna gaza udająca powiew wiatru ze śniegiem, kaboszonek z choinką na embosowanym złotym papierze i liściach ostrokrzewu wyciętych wieki temu i tekturka wesołych świąt będąca ozdobą samą w sobie :)

 


Dziękuję serdecznie Tricksartowi za to wielce inspirujące zaproszenie, mogłam się twórczo wyżyć, i mam nadzieję, że i Was nieco zainspirowałam. Wesołych Świąt!






Druga inspiracja moja w Tricksarcie :)


 Kilka słów o mnie i kartkach… kartkach w ogólności… zwykle jak robię kartki, to gdzieś z tyłu głowy siedzi sobie taki mały chochlik i namawia: rób na bogato! Co będziesz oszczędzać… przecież fajnie jest poszaleć… ale na drugim ramieniu siedzi dobry duszek lasu i powtarza: no przecież te kartki będzie się pocztą wysyłać, jak one przetrwają, jak je bardzo doładujesz?
W taki oto sposób zawsze powstają dwa rodzaje kartek… jedne raczej płaskie – łatwe do wsadzenia w kopertę i wysłania… oraz takie, które trzeba wręczyć osobiście, bo ich wysłanie jest w najlepszym wypadku rzeczą trudną… szczególnie, jak się nie dysponuje odpowiednim pudełkiem fasonowym…
Każdy z rodzajów jest na swój sposób uroczy…
 Co tu dużo mówić, święta się zbliżają, jak tu nie zrobić kilku, kilkunastu czy kilkudziesięciu kartek świątecznych… szczególnie z moją przypadłością w postaci amoku… ;)
 W zdecydowanej większości kartki powstały z papierów serii Biscuits, ale jedna się wyłamała z szeregu i zaprosiła do siebie również serię turquoise. Przysiadły na niej granatowe kryształki oraz śnieżynki.






druga kartka jest bardzo prosta, z papierem Biscuits Magical Time i gwiazdkami pokrytymi medium
brokatowym… nie zapominam o przecudnej masce narożniki gwiazdki :) przez którą tuszowałam, tuszem elderberry z tsukineko - a po tuszowaniu prysnęłam wodą, by wydobyć magię (jeden z nielicznych tuszy, które po spryskaniu wodą robią się delikatnie dwukolorowe :) ) a po wyschnięciu gwiazdki poryłam brokatowym żel-medium








w rozpędzie amoku twórczego powstała też kartka z reniferkiem... na bazie papieru Biscuits Magical Time, do kompletu zielony skrawek papieru, który dostałam kiedyś od kogoś... na nim przysiadł reniferek tuż obok przeuroczej choineczki, którą wypełniłam brokatowym żel medium, a obok "postawiłam" jej środek, całości dopełniają trzy zielone kryształki...










czwartek, 17 grudnia 2015

Spotkał mnie wielki zaszczyt...

Jaki? ano taki, że zostałam zaproszona by inspirować  w TricksArcie, jako gościnna Projektantka. Sprawiło mi to ogromną radość, oraz napełniło mnie dumą, bo nie sądzę bym była jakoś specjalnie znana... ;) 15 obserwatorów mojego bloga to jakoś niespecjalnie dużo ;) hihihi

Nie będę Wam truła, co i jak i od kiedy robię... hihihi o tym poczytajcie na blogu TricksArtu :)

Dałam TricksArtowi ciężki orzech do zgryzienia, bo oczywiście amok mnie ogarnął, amok tworzenia oczywiście,  nie tylko kartek, ale również wzięłam się za reanimację czegoś, co powinno zostać wyrzucone.
Wzięłam pudełko po herbatce dla dzieci, odcięłam mu dno metalowe, przecięłam je na pół wzdłuż… potem zabrałam się za ciachanie papierów, wklejanie magnesów, dopasowywanie boków, kwiatów… 


no sami zobaczcie co z tego wyszło :)


Kolejną pracą wykonaną z potrzeby podarowania drugiego życia jest skromniutki organizer na biurko. A było to tak…
Właśnie skończyła się rolka ręczników papierowych, pozostawiając po sobie tubę… i właśnie ta tuba zagadała:
a może tak mnie przerobisz na coś przydatnego? Bo wiesz, młoda tektura jestem… chcę jeszcze pożyć, a nie zostać zmielona i przerobiona na papier toaletowy… no nie bądź taka… masz tu taki ładny papier… patrz: turquiose cozy evening … ładnie by mi w nim było…
No i uległam… tuba została przecięta na 4 nierówne części… trzy z nich stały się organizerem ubranym we wspomniany papier. Z dwóch warstw beermaty stworzyłam im podstawę. Fragmenty ramki z tego zestawu posłużyły za maskowanie dla łączenia papieru… całość ozdobiłam kilkoma własnoręcznie wykonanym i kwiatami (i kilkoma kupnymi pączkami róż) pasami brokatowymi, oraz tekturką – napisem "Hold on time" nie licząc oczywiście litra magica ;) tak właśnie powstał ten sympatyczny organizer, który komuś sprawi radość zdobiąc jego biurko…




Jeśli myślicie, że tuba dała mi spokój, jak zrobiłam z niej organizer, to się mylicie… pamiętacie, że została przecięta na 4 części… pewnie by mi dała spokój, ale nieopatrznie ostatnią część położyłam tuż obok pachnącej lawendą świeczuszki… i się zaczęło: 
Killa… ta świeczka tak pachnie… ja nie chcę być wyrzucona, ja chcę tak pachnieć… weź no coś pomyśl… no bo jak to tak… żeby świeczka stała sama taka… ładniej będzie wyglądać w świeczniku… patrz leży akurat kawałeczek papieru Bisquits Magical Time  akurat wystarczy…. No nie bądź taka… widzę też trochę koroneczki… i gessa… no weź…

Jak tu nie posłuchać takiego namawiania… się wzięłam… wspomniany fragmencik papieru został docięty i naklejony na tubę (znaczy jej resztkę), która okazała się nieco za wysoka do wspomnianej świeczki (ale z drugiej strony idealnie nadawała się rozmiarem…), kawałki beermaty zostały docięte, by stworzyć podniesione wewnętrzne dno – tak by świeczka idealnie pasowała… następnie odrobina koronki bawełnianej w beżowym kolorze, oraz doklejone fragmenty metalowego kwiatu, które następnie zostały pomalowane gessem i przed wyschnięciem oprószone brokatem bezbarwnym, ale bardzo drobnym, ostatecznie całości dopełniła swoista gałązka z perełek metalicznych