2013 zaczął się, przeleciał i właśnie dobiega końca... a mnie się zbiera na podsumowania...
nic konkretnego... ale ... no właśnie: ALE
takie nijakie słówko, a tak wiele mówi... zwykle nawet nie trzeba go wymawiać, tylko zawiesić znacząco głos... heh
w sumie wiele się działo... ale niewiele z ego wielodziania się wyniknęło.. jak zwykle zresztą... chociaż nie - to nie do końca praweda.
Poznałam kilka naprawdę fajnych osób - niektóre w pracy, inne na prywatnej zupełnie niwie.
Kilka osób zniknęło z mojego otoczenia - tu same pozytywy ;) chociaż nie, nie same, jedna fantastyczna osóbka - zawsze uśmiechnięty promyk słońca - jej mi brakuje.
Dowiedziałam się kilku rzeczy, które wolałabym wiedzieć znacznie wcześniej - miałabym zdrowsze nerwy - znacznie zdrowsze.
Po raz kolejny okazało się, że powiedzenie, że wszystko do nas wraca i to dobre i to złe - jakoś nie bardzo się sprawdza... a jak daje się z siebie zbyt wiele, to w efekcie gremliny wokoło zaczynają uważać, że tak ma być i wręcz wymagają coraz większego zaangażowania - a mnie jest tylko tyle i ani odrobiny więcej.
Ogólnie, idąc za zasadą, którą wyznawała któraś z postaci z dawnego serialu: Jeżeli spoglądając na miniony rok, w oku nie zakręci ci się łezka - szczęścia, bólu, rozczarowania, czy smutku, to możesz uznać ten rok za stracony.
Otóż mój nie był stracony.
i kropka.
a, żeby zbyt smutaśnie nie było, to wrzucę kilka moich prac, które niedawno popełniłam na polu scrapowym - chociaż jak znam życie, to "prawdziwe" scraperki mnie mogą obsmarować... bo ja nie wpisuję się w definicję...
Powyższy notes wykonany został dla wspaniałej osóbki, której chyba odebrała go córa... ;)
A poniższy na wymiankię prezentową... taki nietypowy w kształcie...
uwielbiam robić notesy, zapiśniki i przepiśniki... od jakiegoś czasu zbieram materiały na mój własny przepiśnik... na razie mam okładki, wkład - specjalny wkład, sprężynę, extender na grzbiet i masę pomysłów... ale nie zabieram się za robotę, zanim pomysł się nie wyklaruje w jeden.
wtorek, 31 grudnia 2013
poniedziałek, 30 grudnia 2013
no to ruszył akcje WOŚP - scrapowe...
Tak, wystartowały wczoraj późnym wieczorem - trzymam kciuki, żeby im dobrze poszło :)
Obrazek powyżej jest linkiem do posta, który zawiera linki do wszystkich naszych aukcji :)
a na zaostrzenie apetytu - moje dwa notesy
a na zaostrzenie apetytu - moje dwa notesy
Zapraszam serdecznie do licytowania, możecie też sobie poczytać wywiad ze mną: WYWIAD
wtorek, 24 grudnia 2013
Wesołych Świąt!
W noc Wigilijną w blasku świec, melodia kolęd płynie w mrok.
Niech Wam przyniesie radości moc i wiele szczęścia na Nowy Rok.
Niechaj się spełnią świąteczne życzenia, te łatwe i trudne do spełnienia.
Niechaj się spełnią te duże i małe, te mówione głośno lub wcale.
czwartek, 19 grudnia 2013
ale wtopa...
miewam czasem dziwne pomysły, dziwne akcje się rodzą przy dziwnych okazjach... całkiem nie tak znów dawno wybrałam się z koleżanką do mojego ulubionego teatru na mój ulubiony monodram ... Jak zwykle byłam zachwycona - widziałam już tę sztukę 3 raz, ale za każdym razem jest nieco inna... zmienia się ciągle - jej tekst - ponieważ zarówno jej autor, jak i aktor dla którego została napisana żyją. Niezmiennie bawi mnie Feliks Rzepka, który opowiada komisarzowi historię jak to się stało, że znalazł się tam, gdzie się znalazł...
ale ja nie o tym...
właśnie tam, w teatrze, a konkretnie w ubikacji rozpoczęła się tytułowa wtopa... - już przy umywalkach, mydełko w płynie na łapki i chcemy myć... obie - jak jedna - podkładamy ręce pod kran spodziewając się, że woda sama poleci - w wielu miejscach zamontowane są krany z fotokomórką... same puszczają wodę... no i tak nam się ubrdało, że tam też - ale nie - trzeba było samodzielnie odkręcić wodę, a na koniec - o zgrozo! - zakręcić ;) i wtedy zaczęłyśmy dyskutować, jak to się człowiek do takiego wygodnego rozwiązania, jak kran na fotokomórkę przyzwyczaja... że w pracy takie mamy, że w centrum handlowym obok nas takie mają... pogadałyśmy, pogadałyśmy i poszłyśmy na kawusię do Strefy Centrum... gdzie oprócz kawusi, pochłonęłyśmy kanapkę - to koleżanka, oraz ciasto - to ja. Ciekawą sprawą jest to, że w Strefie Centrum za kanapki i ciasta płaci się po konsumpcji - samodzielnie wyceniając... genialny mechanizm... większość ludzi na początku ma w głowie myśli - mogę nic nie zapłacić - a jak już zjedzą - najedzone sumienie zaczyna się panoszyć i w ramach zadość uczynienia za takie myślenie człowiek płaci więcej niż tak naprawdę kanapka była warta... ale, ale... ja zjadłam ciasto za darmo - bez najmniejszych wyrzutów sumienia... bo ja pohandlowałam z panią obsługującą: ja jej dałam kawałek ciasta, i ona mi dala kawałek ciasta :) - to a'propos mnie robiącej dziwne rzeczy przy dziwnych okazjach...
potem sztuka - ale najpierw wyciągnęłam na chwilę od Dyr. Neinerta album, który dla nich zrobiłam... tak, zrobiłam dla nich album skrapowy... z księgą gości - a oni zamiast chociaż w jakiejś witrynce go pokazać... czy coś... wrzucili na półkę i leży - przygnieciony papierami... no tragedia... le wyciągnęłam go od nich... wyżyłam się na jednej kartce... i oddałam...
... wtopa tymczasem powolutku dojrzewała... a my sobie z tego nie zdawałyśmy sprawy...
w poniedziałek w pracy w łazience, sytuacja właściwie bliźniacza... obie stoimy, mydełko w płynie na łapki, łapki pod krany - spodziewamy się - przyzwyczajone - że woda poleci... z mojego poleciała, z jej nie leci... koleżanka z mydłem na ręcach stoi i gromi wzrokiem kran - jak on może nie puścić wody... no jak??? ... prawie padłam, jak się zorientowałam, że koleżanka spodziewa się wody, bez odkręcenia kurka (takiej wajhy...) ona zresztą też prawie się popłakała z radości... jak dotarło do niej, że gromi wzrokiem kran, który należy odkręcić...
i tym samym wtopa osiągnęła swój szczyt... wiele osób jeszcze w tym dniu gromiło wzrokiem ten bogu-ducha-winny kran... a myśmy obie miały ubaw po pachy...
a wspomniany album wygląda mniej więcej tak:
znaczy wyglądał, jak był nowy... bo teraz to już nieco gorzej ;) ponad rok leżenia na półce... eh... szkoda gadać...
ale ja nie o tym...
właśnie tam, w teatrze, a konkretnie w ubikacji rozpoczęła się tytułowa wtopa... - już przy umywalkach, mydełko w płynie na łapki i chcemy myć... obie - jak jedna - podkładamy ręce pod kran spodziewając się, że woda sama poleci - w wielu miejscach zamontowane są krany z fotokomórką... same puszczają wodę... no i tak nam się ubrdało, że tam też - ale nie - trzeba było samodzielnie odkręcić wodę, a na koniec - o zgrozo! - zakręcić ;) i wtedy zaczęłyśmy dyskutować, jak to się człowiek do takiego wygodnego rozwiązania, jak kran na fotokomórkę przyzwyczaja... że w pracy takie mamy, że w centrum handlowym obok nas takie mają... pogadałyśmy, pogadałyśmy i poszłyśmy na kawusię do Strefy Centrum... gdzie oprócz kawusi, pochłonęłyśmy kanapkę - to koleżanka, oraz ciasto - to ja. Ciekawą sprawą jest to, że w Strefie Centrum za kanapki i ciasta płaci się po konsumpcji - samodzielnie wyceniając... genialny mechanizm... większość ludzi na początku ma w głowie myśli - mogę nic nie zapłacić - a jak już zjedzą - najedzone sumienie zaczyna się panoszyć i w ramach zadość uczynienia za takie myślenie człowiek płaci więcej niż tak naprawdę kanapka była warta... ale, ale... ja zjadłam ciasto za darmo - bez najmniejszych wyrzutów sumienia... bo ja pohandlowałam z panią obsługującą: ja jej dałam kawałek ciasta, i ona mi dala kawałek ciasta :) - to a'propos mnie robiącej dziwne rzeczy przy dziwnych okazjach...
potem sztuka - ale najpierw wyciągnęłam na chwilę od Dyr. Neinerta album, który dla nich zrobiłam... tak, zrobiłam dla nich album skrapowy... z księgą gości - a oni zamiast chociaż w jakiejś witrynce go pokazać... czy coś... wrzucili na półkę i leży - przygnieciony papierami... no tragedia... le wyciągnęłam go od nich... wyżyłam się na jednej kartce... i oddałam...
... wtopa tymczasem powolutku dojrzewała... a my sobie z tego nie zdawałyśmy sprawy...
w poniedziałek w pracy w łazience, sytuacja właściwie bliźniacza... obie stoimy, mydełko w płynie na łapki, łapki pod krany - spodziewamy się - przyzwyczajone - że woda poleci... z mojego poleciała, z jej nie leci... koleżanka z mydłem na ręcach stoi i gromi wzrokiem kran - jak on może nie puścić wody... no jak??? ... prawie padłam, jak się zorientowałam, że koleżanka spodziewa się wody, bez odkręcenia kurka (takiej wajhy...) ona zresztą też prawie się popłakała z radości... jak dotarło do niej, że gromi wzrokiem kran, który należy odkręcić...
i tym samym wtopa osiągnęła swój szczyt... wiele osób jeszcze w tym dniu gromiło wzrokiem ten bogu-ducha-winny kran... a myśmy obie miały ubaw po pachy...
a wspomniany album wygląda mniej więcej tak:
znaczy wyglądał, jak był nowy... bo teraz to już nieco gorzej ;) ponad rok leżenia na półce... eh... szkoda gadać...
środa, 18 grudnia 2013
powrót do życia po dłuższym czasie...
Już całkiem długo mnie tu nie było... a wiele się działo... niestety jak się dużo dzieje, to nie ma czasu na pisanie... a szkoda...
z najnowszych wieści... ruszyły kolejne akcje WOŚPowe :) oczywiście biżuteryjna
a także scrapowa
serdecznie zapraszam do obserwowania obu blogów, gdyż tam właśnie znajdziecie wszystkie informacje... włącznie z adresami aukcji, na których będzie można nasze prace wylicytować, a kwoty wylicytowane wspomogą WOŚP.
z najnowszych wieści... ruszyły kolejne akcje WOŚPowe :) oczywiście biżuteryjna
a także scrapowa
serdecznie zapraszam do obserwowania obu blogów, gdyż tam właśnie znajdziecie wszystkie informacje... włącznie z adresami aukcji, na których będzie można nasze prace wylicytować, a kwoty wylicytowane wspomogą WOŚP.
czwartek, 15 listopada 2012
jeszcze tylko 24 godziny
do czego? ano do początku nocy w kinie z całością sagi Zmierzch :)
znaczy odliczanie trwa...
a teraz pokażę moją ostatnią produkcję, która poleciała aż do Holandii ...
znaczy odliczanie trwa...
a teraz pokażę moją ostatnią produkcję, która poleciała aż do Holandii ...
to jedna z moich form klasycznych - taki prawie latawiec... tym razem w odsłonie z granatami, oksydowany i polerowany komplet. Poza kamieniami, jedyną gotową rzeczą w tym komplecie jest krawatka wisiora... Mam nadzieję, że nowej właścicielce będą dobrze służyć :) szczególnie, że ja zostałam przez nią obdarowana siedmioma ślicznymi choineczkami z wikliny papierowej.
Tu muszę wyjaśnić - choineczki przyjechały do mnie zielone i bez ozdób (bo tak się umówiłyśmy :) ) potem je domalowałam złotym sprayem ("od dołu"), a na koniec udekorowałam - serduszka widoczne na nich były w paczuszce, sznury koralikowe zakupiłam byłam we własnym zakresie :) montowanie tego wszystkiego sprawiło mi wiele radości :) teraz czekają na użycie... część z nich idzie na prezenty, a część zostanie ze mną... śliczne są i na razie ja się nimi cieszę :)
widok z "dołu" na zdjęciu wszystkie 7 choineczek
widok z "góry" również wszystkie na zdjęciu
teraz widać, że są zielono-złote :)
poniedziałek, 12 listopada 2012
WOŚP...
Piękna akcja, w tym roku biżuteryjki polskie ponownie postanowiły przyłożyć swoje łapki, serca głowy, talent i umiejętności, do tego szczytnego celu...
Wiele z nas dołoży swoją "cegiełkę", a naszą pracę Twórczą możecie śledzić na bieżąco na naszym Blogu, utworzonym specjalnie dla tego celu:
Wiele z nas dołoży swoją "cegiełkę", a naszą pracę Twórczą możecie śledzić na bieżąco na naszym Blogu, utworzonym specjalnie dla tego celu:
czwartek, 8 listopada 2012
KOREZ
Jest sobie taki teatr w Katowicach... nazywa się KOREZ.
Teatr nietypowy, o którym śmiało można powiedzieć, że jest to " Teatr dla ludzi, który bawi a nie nudzi", zresztą sam KOREZ tak o sobie pisze.
Nie mam na koncie wielu sztuk w Korezie, dawkuję sobie spokojnie, po jednej co jakiś czas... żeby na dłużej starczyło... już w następną sobotę wybieram się na kolejną... Homlet - i jestem głęboko przekonana, że wyjdę ze spektaklu zachwycona.
Szykuję też dla teatru małą niespodziankę... nie, nie pokażę jej tu - chociaż jest już właściwie gotowa...
Bo co to by była za niespodzianka, gdyby ją pokazać ponad tydzień wcześniej...
Niecierpliwie wyczekuję soboty, 17 listopada...
Niespodziankę planowałam od dawna... ale motywacji, do wykończenia jakoś nie znajdowałam... aż tu nagle bums i widzę, że w listopadzie KOREZ gra HOMLETA, na którego czatuję od ponad roku, a, że jest to jedna z tych sztuk, które wystawiają rzadko, bo trudno im pełną obsadę na raz zebrać... to nie mogłam sobie odpuścić... tym samym motywacja się znalazła i niespodzianka gotowa... jeszcze tylko chcę zobaczyć minę dyrektora, jak dostanie ją w swoje ręce...
Mam szczwany plan... i mam nadzieję, że pójdzie mi z nim lepiej, niż temu głupawemu słudze Czarnej Żmiji :)
środa, 7 listopada 2012
Ywyna
od dziś moja i tylko moja.
Przecudowny pierścień w całości wykonany ręcznie przez bardzo utalentowaną artystkę z Warszawy - Małgorzatę Chruściel-Waniek. Pierścień robiony na moje specjalne zamówienie, nawet cyrkonie Gosia szukała dla mnie w odpowiednim kolorze... :)
Oczywiście, jak to jest z pracą twórczą pierwszy pomysł tylko w ogólnym zarysie został realizowany, bo Gosia, jak każda artystka, w trakcie pracy widziała kolejne ulepszenia pomysłu, który ostatecznie przyjął formę pierścienia:
Przecudowny pierścień w całości wykonany ręcznie przez bardzo utalentowaną artystkę z Warszawy - Małgorzatę Chruściel-Waniek. Pierścień robiony na moje specjalne zamówienie, nawet cyrkonie Gosia szukała dla mnie w odpowiednim kolorze... :)
Oczywiście, jak to jest z pracą twórczą pierwszy pomysł tylko w ogólnym zarysie został realizowany, bo Gosia, jak każda artystka, w trakcie pracy widziała kolejne ulepszenia pomysłu, który ostatecznie przyjął formę pierścienia:
Cyrkonie ułożone w symetryczny wzór, tworzący zarys diademu, zwieńczonego szmaragdową cyrkonią, która "ucieka" z pierścienia, cała obrączka pokryta misternie nalutowanymi na nią listkami, splatającymi się w srebrny gąszcz. Całość oksydowana i polerowana na wysoki połysk. W tym pierścieniu nie ma rodowania, które zmienia żywe srebro w mumię - ten pierścień z czasem zalśni jeszcze większym blaskiem.
Niektórzy wiedzą co oznacza Ywyna - jest to imię postaci jednego opowiadania... czarodziejki, której temperament usadzał największych arogantów... - oznacza: Szmaragdowa Magia - idealnie pasuje do tego pierścienia :)
Po cichutku mam nadzieję, że za jakiś czas będę mogła sobie pozwolić na "obstalowanie" u Gosi wisiora do kompletu wraz z kolczykami :)
A dlaczego po cichutku? Bo prace Gosi nie są tanie - jednak w mojej opinii absolutnie warte swojej ceny!
Także każdy, kto chce absolutnie niepowtarzalną sztukę biżuterii, powinien odwiedzić pracownię/stronę internetową Gosi... być może znajdzie coś dla siebie...
poniedziałek, 24 września 2012
dwie produkcje :)
Jak się pewnie zorientowaliście, działam na dwóch polach, dziś pokażę oba :)
oto labradoryt - to widać ;) przecudny ogień z rysami, które w tej oprawie dają wrażenie drzewa...
jeden z 3 kaboszonów (ogólnie kamieni bez dziurek) które oprawiłam :)
a poniżej notes dla kuzynki :) - wyżywam się z embossingiem na gorąco
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























