czwartek, 21 maja 2015

Dzisiejsza rzeczywistość…


No niby każdy wie co to… przecież właśnie w niej żyjemy… a jednak nie do końca… bo kogokolwiek zapytamy, to odpowiedzi będą się różnić, a dzieje się to przede wszystkim dlatego, że mimo znajdowania się w dokładnie takiej samej rzeczywistości, każdy postrzega ją nieco inaczej. Istnieje na ten temat wiele opracowań i prac naukowych. Ale ja nie o tym…

Biorę od jakiegoś czasu udział w fajnym wydarzeniu, polegającym na wymianie przydasi hobbystycznych… fajna sprawa c’nie? Ten dreszczyk emocji przy pakowaniu przydasi, ta niepewność czy zestaw się spodoba… czy nie za biedny zestawik przygotowałam? To normalne i właśnie to jest jednym z najważniejszych elementów, które nas zachęcają do brania udziału w takich akcjach J
Potem oczekiwanie na zestawik z drugiej strony… co będzie… w jakich kolorach, czy będę umiała użyć tego czegoś? Bezcenne
Potem praca z czasem zupełnie nowymi dla nas kolorami/materiałami… jednym słowem wyzwanie!

Jednak abstrahując od zawartości paczki…
(już nawet powstał „regulamin” takich wymianek… gdzie między innymi stoi, by pakować bezpiecznie… tak, żeby nic się nie zniszczyło…)
I tu wracam do postrzegania rzeczywistości…
Ja „bezpieczne” pakowanie rozumiem przez zabezpieczenie zawartości przez rozerwaniem, uszkodzeniem – nawet częściowo przed zalaniem… no poczta różnie traktuje paczuszki…
A ostatnio dostałam paczuszkę, która wyglądała jakby ktoś w nią grał co najmniej w piłkę nożną, na kolczastym boisku, z udziałem psów…
Koperta była porozdzierana, połatana taśmą klejącą i zszywkami a – jak się później okazało, to zawartość nie była kompletna… część rzeczy została wyjęta z paczuszki gdzieś „po drodze”…
I o ile reklamacji na poczcie się złożyć nie da, bo akurat ta przesyłka nie była rejestrowana – a więc nie była ubezpieczona w żaden sposób… to pretensje do osoby wysyłającej jak najbardziej… bo wsadzenie wszystkiego luzem do koperty papierowej, bez jakiegokolwiek zabezpieczenia… no gdzie tu BEZPIECZNE PAKOWANIE??? No gdzie pytam się???

Nie będę tu przytaczać różnic, względem tego co i w jakiej ilości ja wysłałam, a co i w jakiej ilości dostałam, nie będę komentować jakości przydasi, które dostałam… każdy daje to co ma i na co go stać… najwyraźniej ja należę do tych bogatych i hojnych…  cóż czas się nauczyć – wysyła się stricte to co a liście jest i ani jednej sztuki się nie dokłada ekstra… nie pakuje się przydasi z górnej półki… aż żal, bo lubię sprawiać przyjemność…
Aha i czas nauczyć się wysyłać dopiero po tym, jak się dostanie swoją paczkę… wtedy łatwiej dopasować zawartość…

A poczcie gratuluję! Oby przesyłki osób, które otwarły przesyłkę dla mnie i wyjęły z niej to czego brakuje, również były dokładnie tak traktowane przez kolegów i koleżanki z pracy!

Ja wiem, ja nie powinnam żyć w dzisiejszych czasach… za uczciwa, zbyt otwarta i prostolinijna jestem… ale w tym jednym nie mam wyboru i pozostaje mi się zżymać w duchu
Także: Padłaś? Powstań, popraw koronę i dalej zap….laj!

 a na osłodę pokażę nietypowy notesik... wykonany z tak zwanych śmietków :)
śmietków, czyli tego, co inni wyrzucają do śmietnika, jako nieprzydatne... a sami przyznacie, że całkiem znośnie wyszło... :)


poniedziałek, 13 kwietnia 2015

nabieram rozpędu...

a jakże-by inaczej... dziś pokażę notes... taki wiosenny...
tak  z grubsza to wygląda...

oczywiście dokładniej możecie sobie obejrzeć poniżej:





wykonane przy użyciu papierkó, które daaaawo temu dorwałam w TK-MAXX wykrojnik, który przyjechał ze mną z Londka ;) kryształki ze Scrapberrys, co do reszty papierów to nie mam pojęcia... ten niebeiski chyba z MK brązowy w niebieskie kwiatuszki - nie mam pojęcia... kwiatuszki, to oczywiście wygłodzony wikary ;) całość zebrana w mały notesik :)


sobota, 11 kwietnia 2015

trochę Wielkanocnych wspominek...

Czyli co ciekwego na te święta zrobiłam z papierem...

no dobra nie tylko z papierem...




do zrobienia jaja uzyłam plastikowego opakowannia z Ferrero Rocher - edycja Wielkanocna, gesso białe, tektura falista, jakiś papier w jaja ;) nie wiem co to - dostałąm od kogoś kawałek, kwiaty materiałowe zrobione przez moją koleżankę, do tego trochę fioletowych forsycji piankowych i trochę sztucnych baziek... całośc okraszona koronką, szydełkową serwetką zieloną oraz pomarańczowo-żółtym kwiatem na czubku - tak, by ukryć otwór... całość prezentuje się całkiem sympatycznie...

ale, ale... to nie wszystko...
jeszcze trochę kartek świątecznych.... niektóre z warsztatów z Magiczną Kartką, inne zrobione później... 






 

 



czwartek, 9 kwietnia 2015

wracam do żywych... ;)

Na pewno wszystkim sie wydawało, że przysnęłam... nic podobnego... ale faktem jest, że nie pisałam tu przez jakiś czas... ale przyszła pora, żeby chociaż troszkę to nadrobić...

tak sobie mediowo trroszeczkę zazszalałam...
na trójkątnej blejtramie maską i gessem zrobiona faktura/wzór obrokatowany brokatem MS tym najdrobniejszym przeźroczystym, ciuteniek tuszowania.... i całkiem sporo szaleństwa w chlapaniu... ręcznie robione kwiaty o wdzięcznej nazwie "wygłodzony wikary", taśma dżetowa, mini koralikowe łańcuchy, kaboszon... taka - znaczy się - fantazja... efekt, jak widać...

a teraz troszkę zbliżeń...



i całość...



no i jest to tylko pierwsza z wielu prac czekających na pokazanie... trochę wielkanocnych rzeczy, jeden ciekawy notes... no trochę tego jest... oby starczyło mim wytrwałości do wstawiania ich wszystkich...

niedziela, 8 lutego 2015

kartka na wyzwanie

Znów mnie wzięło... robiłam sobie kartkę Walentynkową... i leniwie przeglądałam blogi... aż trafiłam tu: Blog Tricksart-Wyzwanie nr 17... poczytałam... spojrzałam na moją kartkę  stwierdziłam, że spełnia kryteria... hihihi więc stwierdziłam, że zgłoszę... no to zgłaszam!
potem poczytałam jeszcze więcej blogów i znalazłam kilka innych wyzwań, gdzie ta kartka świetnie pasuje... też zgłaszam... linki do reszty wyzwań na dole posta.


dokładniejsze zdjęcia:



pozostałe wyzwania, w których ta kartka bierze udział (klikając na obrazek przeniesiecie się do wyzwań):


       




poniedziałek, 2 lutego 2015

albumik-grubasek - pokłosie warsztatów online z Gosią ze ScrapButiku

Warsztaty były w sobotę... jedne z dwóch zorganizowanych z okazji 3 urodzin ScrapButiku...
na szczęście o tych dowiedziałam się nieco wcześniej, niż o piątkowych ;) hihihi ale tym razem postanowiłam dokładnie oglądać i zapamiętywać, a sam albumik zrobić później.
Jak wymyśliłam, tak zrobiłam... albumik powstawał nieco ponad 2 dni... wcale n ie jestem pewna, że wyszedł idealnie, wiele z elementów musiałam zastąpić... inne zrobić od zera...
A jak mi wyszło? Oceńcie sami...







Więcej zdjęć na moim profilu na FB... kto mnie zna, ten wie gdzie :) 

jeśli chodzi o materiały użyte... papiery Cartoghrapher, papiery Statuoner's desk, zielone kwiatki Primy, gałązki czegoś-tam (te brązowe i rude liście i te kulki czerwone i bordowe co są przy nich, oraz gałązka na której siedzi ptaszek) trochę kwiatów wildorchid, jakieś chipboardy, motyle wycinane z paska jakiegoś - zastrzelcie mnie nie mam pojęcia skąd..., naklejki z biedronki..., papier czerpany ze złoceniem z Nanu-nana, Kawałek ze "100%" z Piątek trzynastego, karteczki z "Queen Bee" z pink paislee, kawałek papieru brąz fresh Olgi i Anny, metalowe elementy rodem zwykle z Retrokraft'u, ze stempli, to ramka z zestawu Seaside z tildy, amka z nie wiem czego(ta kwadratowa), stópki... nie pamiętam skąd, motyli z jakiegoś zestawu... tusze oczywiście ranger disstress, versafine-czarny, srebrny z empiku... oraz następujące matreiały ze sklepu ScrapButik: